Urzędnicy rozpoczęli kontrole w sklepach Dino w całej Polsce – co dokładnie sprawdzają?

Polski rynek detaliczny od lat kojarzony był przede wszystkim z dominacją zagranicznych sieci, które ustaliły standardy nowoczesnych dyskontów. W tle rywalizacji gigantów takich jak Biedronka i Lidl w dużych miastach wyłonił się jednak inny gracz, stosujący zupełnie odmienne podejście. Historia sieci Dino zaczęła się w 1999 roku, kiedy Tomasz Biernacki otworzył pierwszy sklep – firma funkcjonowała początkowo lokalnie na zachodzie Polski, by z czasem przekształcić się w krajowy fenomen.

Spółka z Krotoszyna znalazła swoją niszę, kierując ofertę do małych miejscowości i wsi – miejsc, gdzie duże międzynarodowe sieci albo nie widziały szans, albo nie potrafiły skutecznie dotrzeć. Ten model okazał się niezwykle skuteczny, a wycena firmy na warszawskiej giełdzie wzrosła na tyle, że założyciel Dino znalazł się w gronie najbogatszych Polaków.

obrazek

Model sukcesu opiera się na standaryzacji i własnych gruntach

Dino wyróżnia się ścisłą standaryzacją sklepów oraz posiadaniem własnych działek, co odróżnia sieć od konkurencji często wynajmującej powierzchnie handlowe. Każdy nowo otwarty market wygląda niemal identycznie i powstaje bardzo szybko, co umożliwia sieci otwarcie kilkuset nowych punktów rocznie.

Jednak tak szybki rozwój i dążenie do maksymalizacji zysków budzą pytania o zarządzanie zasobami ludzkimi. Branża handlowa operuje na niskich marżach, dlatego utrzymanie balansu między zyskiem a komfortem pracowników stanowi duże wyzwanie. Rośnie liczba placówek – a wraz z tym Dino staje się jednym z największych pracodawców w Polsce. Wszystkie dyskonty mierzą się z problemami skali. Ostatnio jednak nie kwestie wynagrodzeń, ale prozaiczny problem temperatury w miejscu pracy znalazł się w centrum uwagi.

Związki zawodowe alarmują o niskich temperaturach

Praca w dyskoncie wymaga nie tylko wysiłku fizycznego, ale również dużej odporności psychicznej. Związki zawodowe od lat ostrzegają, że pracownicy handlu są szczególnie narażeni na przeciążenia. W sieci Dino ostatnio pojawił się nowy problem – niepokojąco niskie temperatury w sklepach, co w XXI wieku na europejskim rynku wydaje się wręcz absurdalne.

Dostawaliśmy sygnały, że w setkach marketów – w naprawdę dużej liczbie – temperatura sięgała zaledwie 12, 13, 14, a nawet 15 stopni Celsjusza, podczas gdy w hali sprzedaży powinna wynosić co najmniej 18 stopni. Wiele kasjerek siedziało około trzech metrów od drzwi, które stale się otwierają, a brak kurtyn powietrznych jeszcze pogarszał sytuację – mówi Wojciech Jendrusiak z OPZZ Konfederacja Pracy, który działa także w branży handlowej.

Według relacji personelu w poszczególnych sklepach temperatury spadały znacznie poniżej komfortu cieplnego, zbliżając się do dopuszczalnych wartości BHP wyłącznie w chłodniach lub magazynach, a nie w strefie kas. Jest to szczególnie dotkliwe dla pracowników wykonujących pracę statyczną, gdzie mały ruch potęguje uczucie zimna i zwiększa ryzyko infekcji. Organizacje pracownicze zwracają uwagę, że oszczędzanie na ogrzewaniu szkodzi nie tylko zdrowiu personelu, lecz także negatywnie wpływa na doświadczenia klientów. Napięcie w Dino stało się na tyle duże, że pracownicy złożyli formalne skargi, które uruchomiły inspekcję kontrolną.

Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kontrolę w sklepach Dino

W całym kraju trwa obecnie kontrola Państwowej Inspekcji Pracy w sklepach sieci Dino. Z relacji działających związków zawodowych wynika, że inspektorzy podczas wizyt w poszczególnych placówkach najczęściej zgłaszają uwagi dotyczące warunków BHP, zwłaszcza w kontekście zbyt niskiej temperatury. Część sklepów otrzymała już zalecenia i nakazy naprawcze, choć pełna dokumentacja pokontrolna zostanie przekazana centrali firmy w ciągu najbliższego tygodnia.

Inspektorzy zwracają także uwagę na rozmaite nieprawidłowości związane ze składowaniem towarów oraz organizacją pracy. Według związkowców, w wielu sklepach pracuje czasem tylko trzech pracowników, którzy muszą jednocześnie obsługiwać kasy, stoisko mięsne, przyjmować dostawy, dbać o porządek i zmieniać ceny. Przy dużym natężeniu zamówień personel często nie ma rzeczywistej możliwości korzystania z przerw ani regeneracji, wykonując obowiązki niemal bez przerwy.

W trakcie rozmów z inspektorami PIP pojawiły się nawet głosy współczucia wobec pracowników i jednoznaczne wskazania na deficyt kadrowy. Potwierdzeniem prowadzonych działań są wypowiedzi samych inspektoratów pracy. Okręgowy Inspektorat Pracy w Warszawie poinformował, że kontrole na Mazowszu będą trwały do końca marca. Podobne inspekcje prowadzone są także w województwach lubelskim (gdzie rozpoczęto działania w pięciu sklepach) oraz warmińsko-mazurskim.

Do czasu zakończenia czynności kontrolnych przez inspektorów pracy urząd nie udziela informacji dotyczących wyników kontroli – mówi Przemysław Worek, starszy inspektor i rzecznik prasowy OIP w Warszawie.

Warto zaznaczyć, że kontrole warunków pracy – włączając w to temperaturę pomieszczeń – mają obecnie także charakter rutynowy i nie są ograniczone wyłącznie do sieci Dino.

Sieć Dino zapytana o komentarz w sprawie zarzutów i trwających kontroli, nie udzieliła żadnej odpowiedzi. Z kolei związki zawodowe podkreślają, że firma konsekwentnie unika kontaktu zarówno z przedstawicielami pracowników, jak i mediami.