Mieszkańcy bloków muszą mieć się na baczności. Skarga sąsiada może cię kosztować nawet 5 tys. zł
Mieszkańcy wielu budynków wielorodzinnych często traktują części wspólne jak naturalne przedłużenie swoich mieszkań. Niestety, działa to nie tylko na niekorzyść estetyki i porządku, ale także łamie obowiązujące przepisy prawa. Polska mieszkaniówka, mimo dynamicznego rozwoju rynku deweloperskiego w ostatnich 20 latach, wciąż w dużej mierze opiera się na budownictwie z okresu PRL. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, ponad połowa polskiego społeczeństwa mieszka w blokach, z których spora część to konstrukcje z wielkiej płyty.
Ponad połowa Polaków mieszka w blokach
Charakterystyczne dla tych budynków są małe powierzchnie mieszkań, w których każdy centymetr jest optymalizowany – często kosztem funkcjonalności takich przestrzeni jak korytarze czy brak komórek lokatorskich. Ten deficyt miejsca sprzyja zjawisku zagarniania przez mieszkańców wspólnych przestrzeni, zwłaszcza klatek schodowych, które stają się naturalnym „rozszerzeniem” mieszkania do przechowywania wózków dziecięcych, rowerów czy sezonowych opon.
Dla wielu lokatorów granica własności nie kończy się na progu drzwi mieszkania, lecz sięga także części wspólnych, takich jak korytarz czy półpiętro. Jest to jednak podejście błędne i niezgodne z prawem, ponieważ klatka schodowa wraz z windami, dachem czy elewacją stanowi część nieruchomości wspólnej. Ustawa o własności lokali jasno określa, że wszyscy właściciele są współwłaścicielami tych przestrzeni i nikt nie może korzystać z nich wyłącznie na własny użytek, utrudniając funkcjonowanie innym lub naruszając przepisy bezpieczeństwa.

Nielegalne praktyki na klatkach schodowych
Spółdzielnie oraz wspólnoty mieszkaniowe niemal zawsze w swoich regulaminach porządku domowego zawierają zakazy składowania przedmiotów w ciągach komunikacyjnych budynków. Mimo to mieszkańcy często przechowują na klatkach schodowych rowery, szafki czy inne rzeczy, ignorując te zakazy. Spojrzenie na ten problem przez pryzmat przepisów przeciwpożarowych diametralnie zmienia perspektywę.
Co dla mieszkańca jest zwykłym rowerem lub ozdobną doniczką, dla strażaka podczas akcji ratunkowej może stać się niebezpieczną przeszkodą. Klatka schodowa pełni bowiem funkcję drogi ewakuacyjnej, a w razie pożaru – gdy dym ogranicza widoczność do minimum – każdy pozostawiony przedmiot może powodować potknięcia zarówno uciekających mieszkańców, jak i ratowników z ciężkim sprzętem.
Przepisy w tym zakresie są bezwzględne i nie pozostawiają marginesu interpretacji. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie ochrony przeciwpożarowej zakazuje składowania na drogach ewakuacyjnych jakichkolwiek materiałów palnych oraz przedmiotów zawężających szerokość przejścia lub w jakikolwiek sposób utrudniających ewakuację.
Problem dotyczy nie tylko dużych rzeczy, takich jak stare meble czy wózki dziecięce, ale także drobniejszych elementów. Choć przepisy nie zakazują bezpośrednio wycieraczek na klatkach, każda rzecz utrudniająca swobodne przemieszczanie się może zostać uznana za przeszkodę. Największe zagrożenie stanowią meble z łatwopalnych materiałów, jak drewno czy płyta wiórowa, które przy zaprószeniu ognia szybko się zapalają, zwiększając intensywność pożaru i blokując drogę ucieczki mieszkańcom wyższych pięter.
Coraz częściej zwracają na to uwagę także ubezpieczyciele. Jeśli w trakcie pożaru biegły stwierdzi, że zagracona klatka przyczyniła się do rozprzestrzenienia ognia lub utrudniła akcję gaśniczą, firma ubezpieczeniowa może odmówić wypłaty odszkodowania lub je znacząco obniżyć, kierując odpowiedzialność finansową na wspólnotę mieszkaniową lub konkretnych lokatorów.
Administracje budynków nie pozostają bezczynne – coraz częściej przeprowadzają niezapowiedziane kontrole, zwłaszcza po zgłoszeniach od zaniepokojonych mieszkańców. To właśnie czujność sąsiedzka jest głównym powodem interwencji służb. Lęk o bezpieczeństwo w przypadku pożaru często przewyższa relacje międzysąsiedzkie, przez co uporczywe zajmowanie wspólnych przestrzeni przestaje być akceptowane.
Konsekwencje naruszenia przepisów
Odwlekanie usunięcia rzeczy z klatek schodowych pomimo wezwań administracji może zakończyć się wizytą funkcjonariuszy, którzy dysponują znacznie silniejszymi środkami niż upomnienie dozorcy. Policja i Straż Pożarna mają prawo nałożyć na nieposłusznych mieszkańców sankcje finansowe na podstawie Kodeksu wykroczeń, a konkretnie art. 82, dotyczącego niewykonywania obowiązków przeciwpożarowych.
Mandaty w takich przypadkach mogą wynosić od 500 do nawet 5000 zł. W poważniejszych sytuacjach, gdy lokator uporczywie odmawia sprzątnięcia zagraconych przestrzeni, sprawa trafia do sądu, gdzie może zapaść kara aresztu.
Wysokość kary zależy od stopnia naruszenia przepisów oraz potencjalnego zagrożenia stwarzanego przez pozostawione przedmioty. Mała doniczka na szerokim korytarzu w nowoczesnym budynku będzie traktowana inaczej niż sterta mebli i kartonów blokujących wąskie przejście w wieżowcu z wielkiej płyty.
Pamiętajmy, że mandat może zostać nałożony nie tylko na właściciela pozostawionych rzeczy, ale także – w pewnych okolicznościach – na zarządcę budynku, jeśli nie dopełnił obowiązku dbania o zgodność stanu nieruchomości z przepisami. Dlatego wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie coraz rzadziej podchodzą łagodnie do takich wykroczeń i coraz częściej obciążają lokatorów kosztami wywozu zagracających klatki rzeczy, co generuje dodatkowe wydatki.
Surowe działania służb i zarządców nie wynikają z biurokratycznych wymagań, lecz z dramatycznych statystyk pożarowych. Co roku w budynkach mieszkalnych wybucha tysiące pożarów, a zablokowane lub zatłoczone drogi ewakuacyjne to jedna z głównych przyczyn tragicznych skutków tych zdarzeń.
Decydując się na umieszczenie mebli czy roweru na klatce schodowej, warto zastanowić się, czy wygoda przechowywania jest warta ryzyka utraty kilku tysięcy złotych, a w najgorszym wypadku – zdrowia lub życia sąsiadów.