Czarzasty odsyła aneks WSI prezydentowi. I dorzuca konstytucję w prezencie

Przesyłka wróciła do nadawcy. Tylko że nadawcą był prezydent, a w środku siedział aneks do raportu z likwidacji WSI. Włodzimierz Czarzasty nie owijał w bawełnę — pakunek od Karola Nawrockiego poleciał z powrotem do Pałacu, a do tego z dorzuconym egzemplarzem ustawy zasadniczej. Taki prezent.

O co poszło z aneksem?

Cofnijmy się do końca kwietnia. Prezydent Nawrocki uruchomił procedurę, która miała otworzyć drogę do odtajnienia aneksu — tego samego, który od prawie 20 lat wraca jak bumerang. Dokument trafił do marszałków Sejmu i Senatu, żeby się wypowiedzieli. Kancelaria Prezydenta zapewniała: wszystko zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2008 roku, dane zanonimizowane, można działać.

Przypomnijmy — sam raport komisji Antoniego Macierewicza badającej WSI ukazał się w 2007 roku. Służba działała w latach 1991–2006, a zarzuty? Brak rozliczenia z PRL, tolerowanie rosyjskich wpływów, FOZZ. Hity. Tylko że spora część śledztw wszczętych po publikacji raportu poszła do umorzenia.

„Jajko z niespodzianką” wraca do Pałacu

Czarzasty na środowej konferencji nie krył, co myśli. Aneks odesłany. Temat — według niego — zamknięty. Definitywnie.

To jest po prostu niepoważne w stosunku do naszych sojuszników, to kasuje zaufanie sojuszników i każe zadać im sobie pytanie: „czy jeżeli dzisiaj z wami współpracujemy i dzisiaj dajemy wam nazwiska swoje oraz informacje, czy za dwa dni tego nie upublicznicie”

Marszałek nazwał całość „jajkiem z niespodzianką”. A potem przyłożył jeszcze szefowi Kancelarii Prezydenta Zbigniewowi Boguckiemu — z sugestią, że ten chyba konstytucji na oczy nie widział. Stąd ten „unikatowy egzemplarz” dorzucony do koperty zwrotnej. Ironia? Trochę tak.

Bo przecież nawet anonimizacja, zdaniem Czarzastego, nie wystarczy. Stawka to bezpieczeństwo państwa i wiarygodność w oczach partnerów.

Kidawa-Błońska też mówi: nie

Marszałkini Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska zachowała się identycznie. Aneks wrócił, opinii nie będzie. Powód? Konstytucja. W piśmie do prezydenta napisała wprost — nie ma dziś przestrzeni prawnej, żeby przeprowadzić procedurę według standardów wyznaczonych przez Trybunał.

I tu pada zarzut, który trudno zbyć machnięciem ręki: przez blisko dwie dekady ani żaden rząd, ani żaden prezydent nie kiwnęli palcem, żeby zmienić przepisy chroniące osoby wymienione w dokumencie. Nikt. Przez 20 lat.

Jako Marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej jestem zobligowana działać zgodnie z art. 7 Konstytucji, to jest na podstawie i w granicach prawa

Dorzuciła też swoje trzy grosze o bezpieczeństwie państwa — że nie zamierza firmować zachowań, które w obecnej sytuacji geopolitycznej mogą osłabić struktury Rzeczypospolitej.

I co teraz? Sejm i Senat umyły ręce, ale ich opinia — jak przypomina Kancelaria Prezydenta — i tak nie była wiążąca. Decyzja należy do Nawrockiego. Piłka leży po jego stronie boiska, tylko że obok piłki ktoś podrzucił konstytucję.