Mąż Krzysztofa Gojdzia przerywa milczenie. „Za zamkniętymi drzwiami żyłem w strachu”
Z romantycznej bajki w medialny dramat. Tak w kilka dni zmieniła się historia lekarza gwiazd Krzysztofa Gojdzia, gdy do gry wszedł człowiek, którego dotąd publicznie nazywał… swoim asystentem.
Marcin Roznowski postanowił mówić. I to bez owijania w bawełnę.
Jedno zdanie w podcaście, lawina nie do zatrzymania

Wszystko ruszyło po rozmowie 53-letniego Gojdzia z Żurnalistą. Lekarz medycyny estetycznej tłumaczył tam między innymi słynne zdjęcie z wanny — twierdził, że męskie nogi w kadrze należą do jego asystenta, a cała fotka była zwykłym chwytem promocyjnym. Sprytne? Może. Tylko że temat rozwodu zbył równie krótko, zrzucając wszystko na stalkera.
I tu wjeżdża Roznowski. Z dokumentami w ręku.
Na Instagramie pokazał nagrania ze ślubu i papiery z urzędu Miami-Dade County. Czarno na białym: sierpień 2019, małżeństwo zawarte, postępowanie rozwodowe w toku. No cóż, trudno polemizować z pieczątkami.
„Miałem łzy w oczach”
Po pierwszej fali publikacji Roznowski wrócił z dłuższym wpisem. Podziękował za setki wiadomości i przyznał, że sam nie spodziewał się takiej reakcji.
„To nie była łatwa decyzja, żeby po tylu latach przestać milczeć i pokazać publicznie część mojego życia. Przez bardzo długi czas nosiłem wiele rzeczy tylko w sobie, próbując chronić innych, kosztem samego siebie.”
Brzmi jak człowiek, który długo dusił to w środku. A teraz puścił tamę.
Luksus na zdjęciach, według niego — dramat w czterech ścianach
Najmocniej uderzył fragment, w którym opisał, jak miało wyglądać życie z Gojdziem poza obiektywem. Bo na Instagramie wszystko lśniło. Wakacje, gadżety, uśmiechy do kamer.
„Ludzie przez lata widzieli luksus, idealne zdjęcia i życie jak z bajki. Nie widzieli jednak piekła, które przeżywałem za zamkniętymi drzwiami. To był najbardziej traumatyczny i wyniszczający okres mojego życia. Przez lata żyłem w strachu, manipulacji, poniżaniu i ciągłym poczuciu, że jeśli powiem prawdę – nikt mi nie uwierzy.”
Mocne słowa. I to one wywróciły całą narrację do góry nogami. Z afery rozwodowej zrobiło się oskarżenie o przemoc psychiczną.
Czy Roznowski na tym poprzestanie? Raczej nie. Sam zasugerował, że to dopiero wstęp.
„Może naprawdę przyszedł moment, żeby w końcu przestać się bać i powiedzieć więcej o tym, jak wyglądało to wszystko naprawdę. Czytam wszystko. Naprawdę. I widzę więcej, niż myślicie.”
A co na to sam Gojdź?
Na razie cisza. Lekarz nie odniósł się jeszcze szczegółowo do zarzutów byłego partnera, więc mamy tylko jedną wersję wydarzeń — Roznowskiego. Druga strona ma prawo się bronić i pewnie to zrobi, bo stawka jest spora: wizerunek budowany latami.
Jedno jest pewne. Ta sprawa dopiero się rozkręca, a portale plotkarskie zacierają ręce. Bo każdy kolejny wpis Roznowskiego to nowy nagłówek. A on, jak sam zapowiedział, ma jeszcze sporo do powiedzenia.