Lekarze ze Szpitala Południowego o sprawie Dawida Kacprzyka: „Czujemy się opluci”

Lekarze warszawskiego Szpitala Południowego ostro komentują sprawę Dawida Kacprzyka, 29-letniego koordynatora SOR-u, który w ciągu roku zarobił w placówce prawie 1,6 mln zł. — Ilość bagna i smrodu, które wylały się na całą Polskę, nas, lekarzy ze Szpitala Południowego, po prostu oburza i obraża. Czujemy się, jakby ktoś nas opluł. Ja czuję się opluta, jak szmata wytarzana w rynsztoku. Ten szpital jest całym moim życiem — mówi „Faktowi” jeden z lekarzy znających kulisy sprawy, prosząc o anonimowość.

Według ustaleń portalu ZERO Kacprzyk w czasie dyżurów miał pojawiać się w telewizji i udzielać jako radny dzielnicy Ursus, a na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym działał osobny system dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich bliskich, którzy korzystali z oddzielnej poczekalni i byli przyjmowani poza kolejnością.

Po nagłośnieniu sprawy lekarz został zwolniony, zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, zawiesił działalność w Szpitalu Bródnowskim i zwrócił na konto Szpitala Południowego 500 tys. zł. W placówce ruszyły kontrole, a sprawą zajęła się prokuratura.

Spór o dysproporcje w pensjach

Rozmówca „Faktu” wskazuje na duże różnice w wynagrodzeniach. Nowo zatrudniane osoby dostawały czasem 20–25 tys. zł, podczas gdy długoletni pracownicy zarabiali niewiele i z trudem negocjowali podwyżki. — Gdy z nami targuje się o 2 zł podwyżki, gów*****owi, który od półtora roku ma prawo wykonywania zawodu lekarza, daje stawkę sufitową, a teraz winę za jej decyzję co do wysokości pensji ma ponieść dr Kusz-Rynkun — mówi lekarz.

Według niego grafiki dyżurów i faktury zatwierdzała dr Agata Kusz-Rynkun, dyrektor ds. medycznych i członek zarządu, ale wynagrodzenie Kacprzyka ustalała osobiście Anna Łukasik, prezes Szpitala Południowego. Prezes miała też niekiedy towarzyszyć lekarzowi, gdy w czasie dyżuru wychodził ze szpitala, by zajmować się polityką.

— Od półtora roku ma prawo wykonywania zawodu, zostaje ordynatorem oddziału i co on ma koordynować? Mógł grafiki na różowo malować czy kreski? Bo nie leczyć ludzi, na Boga — kwituje lekarz.

SMS-y do pielęgniarek

Rozmówca twierdzi, że 18 czerwca pielęgniarki dwukrotnie dostały SMS-a, by nie wypowiadać się na temat Kacprzyka. Tego samego dnia przewodnicząca związków zawodowych miała telefonować do pielęgniarek z zakazem publicznych wypowiedzi.

Pytania w sprawie Dawida Kacprzyka redakcja wysłała do Szpitala Południowego i do warszawskiego ratusza. Do czasu publikacji odpowiedzi nie było. Próby kontaktu telefonicznego z dyrekcją placówki również się nie powiodły.