NFZ znów wprowadza cięcia i limity w placówkach. Na te badania zapisów już nie ma
Problemy finansowe NFZ coraz mocniej odbijają się na dostępie do świadczeń medycznych. Polski system ochrony zdrowia osiągnął punkt krytyczny, w którym niedobory finansowe przestały być jedynie pozycją w budżecie, a zaczęły realnie ograniczać pacjentom dostęp do badań i leczenia. Coraz więcej osób odsyłanych jest bez wykonania niezbędnych badań, a niektóre placówki medyczne wstrzymują zapisy na wybrane procedury diagnostyczne. Jakie konsekwencje niesie to dla zdrowia Polaków?
NFZ walczy z rosnącym deficytem. Budżet się nie bilansuje
Sytuacja Narodowego Funduszu Zdrowia, odpowiadającego za finansowanie usług medycznych ze składek, przypomina gaszenie pożaru małą konewką. Mimo nominalnego wzrostu wpływów, wynikającego ze wzrostu płac, wydatki rosną znacznie szybciej. Od miesięcy eksperci alarmują o brakach w systemie, które sięgają od kilku do kilkunastu miliardów złotych. Problem pogłębiają ustawowe podwyżki dla personelu medycznego, które nie zostały w pełni pokryte z budżetu centralnego, oraz dynamicznie rosnące koszty leków, energii i sprzętu. To szybko uszczupla rezerwy finansowe szpitali i przychodni.
Dodatkowo NFZ znacząco obniżył stawki za tzw. nadwykonania, czyli świadczenia wykonane ponad zaplanowany limit kontraktowy. Szpitale, które przez lata przyjmowały wszystkich pacjentów potrzebujących pomocy, licząc na to, że fundusz pokryje dodatkowe koszty, dziś muszą radzić sobie z dużo niższą refundacją. Takie działania wywierają ogromną presję finansową na placówki już zmagające się z deficytami.

Ograniczenia badań diagnostycznych to cios dla profilaktyki zdrowotnej
Dyrektorzy wielu placówek medycznych otrzymują jasny sygnał: na dodatkowe, pełne rozliczenie świadczeń ponad limit nie ma co liczyć wcześniej niż za rok. Punktem odniesienia są stawki obniżone o około 40–50 proc. To stawia zarządzających szpitalami przed trudnym wyborem: ratować płynność finansową czy zadbać o zdrowie pacjentów czekających w kolejkach. W niektórych regionach napięcie jest tak duże, że konieczne staje się czasowe wygaszanie pracy części oddziałów.
W cieniu wielkich politycznych dyskusji i ogromnych deficytów rozwija się kryzys dostępu do diagnostyki, która jeszcze niedawno była deklarowanym priorytetem rządu. Działania profilaktyczne, mające na celu wykrywanie chorób we wczesnym stadium, od lat kuleją, a najnowsze decyzje NFZ pozwalają przewidywać ich dalszą degradację.
Nieubłagane statystyki pokazują, że Polacy żyją krócej niż mieszkańcy krajów Europy Zachodniej, często z powodu zbyt późnego wykrywania nowotworów czy chorób układu krążenia. Zamiast ułatwiać pacjentom dostęp do badań, system ogranicza ofertę, zwłaszcza w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, gdzie wykonywane są kluczowe badania obrazowe i endoskopowe.
Wstrzymanie finansowania takich procedur jak kolonoskopia czy gastroskopia uderza bezpośrednio w walkę z rakiem. Przez lata badania te były promowane jako bezbolesne i ratujące życie, zachęcając Polaków do przełamywania obaw i wstydu. Dziś, gdy świadomość społeczna wzrosła, dla wielu pacjentów pozostają jedynie zamknięte drzwi gabinetów.
„Do tej pory po zakończeniu każdego kwartału fundusz płacił nam za faktyczną liczbę wykonanych badań, niezależnie od limitu” – tłumaczy dyrektor Marek Paździor w rozmowie z Wirtualną Polską.
Pacjenci, którzy z trudem zdobyli skierowania i doczekali się terminów, nagle dowiadują się, że wizyty zostaną odwołane. Ograniczenia dotyczą również dostępu do tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego, co stanowi kolejną barierę utrudniającą postawienie diagnozy.
„Czy komuś anulowano rezonans w puławskim szpitalu? Moje badanie było umówione na 3 kwietnia” – piszą rozgoryczeni internauci w mediach społecznościowych.
Sytuacja w szpitalach przypomina kryzys alarmowy. Puławy jako przedsmak problemów w całym kraju
Reakcja placówek na brak niezbędnych środków była błyskawiczna i bardzo dotkliwa dla pacjentów oczekujących na diagnostykę i zabiegi. W ostatnich tygodniach liczba komunikatów o wstrzymaniu planowych przyjęć i badań dramatycznie wzrosła. Szpital nie może funkcjonować w nieskończoność „na kredyt”, ponieważ dostawcy leków i energii oczekują terminowych płatności.
Najbardziej widoczny przykład pochodzi z województwa lubelskiego. Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Puławach ogłosił konieczność ograniczenia badań endoskopowych. Informacja szybko rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych, wywołując gniew i bezsilność pacjentów.
Pracownia rezonansu magnetycznego w tym szpitalu ma miesięczny budżet na poziomie 62 tys. zł, podczas gdy w okresie od początku roku do 12 marca wykonano badania o wartości 1,1 mln zł. Obecnie możliwe jest zrealizowanie zaledwie około 100 badań miesięcznie, podczas gdy wcześniej było ich 800–900. W praktyce oznacza to, że z kolejki odpada nawet 700–800 pacjentów miesięcznie, którzy nie zostaną objęci diagnostyką.
„Gdybym nadal robił tyle badań bez limitu, zadłużałbym szpital. Sama pracownia rezonansu generowałaby około pół miliona złotych długu miesięcznie, a przez rok to już 6 milionów” – szacuje dyrektor Marek Paździor.
Podobne problemy są zgłaszane z wielu regionów kraju, gdzie terminy rezonansu czy innych badań przesuwane są nawet na przyszły rok. Wielu pacjentów, często w podeszłym wieku, pozostaje samych z problemem i zmuszonych jest korzystać z prywatnej opieki medycznej, na którą nie zawsze ich stać. Brak systemowego rozwiązania oraz spór między Ministerstwem Zdrowia a Ministerstwem Finansów powoli prowadzą do rozkładu publicznej służby zdrowia.
Bez pilnego i znaczącego zwiększenia finansowania scenariusz znany z Puław stanie się codziennością w całym kraju, a jego ceną będzie zdrowie pacjentów.
„Wiem, że pieniędzy brakuje na wszystko, ale czy akurat diagnostyka to obszar, na którym powinniśmy oszczędzać? Możemy wydłużyć czas oczekiwania na planowe zabiegi, ale diagnostyka jest najważniejsza, by wiedzieć, czy pacjent może czekać, czy nie, czy operacja jest pilna, czy nie” – podsumowuje dyrektor szpitala w rozmowie z WP.