Peter Pomerantsev o rosyjskich prowokacjach: Polska jest głównym celem
Zachód wciąż nie wypracował spójnej odpowiedzi na rosyjskie prowokacje, a dopóki nie zbuduje realnego odstraszania, Kreml będzie siał niepokój i panikę — mówi w rozmowie z RadioZET.pl Peter Pomerantsev, brytyjski dziennikarz i pisarz rosyjsko-ukraińskiego pochodzenia, badacz propagandy i wojny informacyjnej. Spotkanie odbyło się przy okazji Impact’26 w Poznaniu, gdzie był jednym z panelistów.
— Dopóki nie osiągniemy takiego pułapu odstraszania, Putin i jego ludzie będą dalej robić to, co robią: prowokować, siać niepokój, panikę — mówi Pomerantsev.
Ekspert tłumaczy, że samo słowo „propaganda” zostało zużyte. — Stało się terminem, którego wszyscy używają, by oskarżać drugą stronę: my robimy komunikację strategiczną, oni uprawiają propagandę — wyjaśnia. Wskazuje, że dezinformacja oznacza celowe rozpowszechnianie kłamstw dla manipulacji, najczęściej politycznej, ale nie każda propaganda opiera się na kłamstwie.
Według niego trzy elementy czynią to zjawisko groźnym dla demokracji: budowanie tożsamości, które dehumanizują innych i podżegają do przemocy, podważanie wiary w możliwość zmiany i skłanianie do szukania silnego przywódcy oraz zanieczyszczanie środowiska informacyjnego, które uniemożliwia wspólne podejmowanie decyzji.
Jak bronić się przed manipulacją

Pomerantsev radzi sięgać po sprawdzone źródła, choć przyznaje, że w świecie TikToka i algorytmów Facebooka jest to trudne. — Celem propagandystów jest zrobienie z ciebie niewolnika, więc żeby się przed tym obronić, muszę zbudować sobie dyscyplinę emocjonalną — mówi. Zachęca, by przy każdej treści nazwać emocję, która się pojawia, i przejść do metapoznania, czyli myślenia o własnym sposobie myślenia.
— Nie jestem ani optymistą, ani pesymistą. To trudne, wymagające, ale to droga do spokoju ducha i zdrowia — zaznacza.
Skąd biorą się teorie spiskowe
Pytany o popularność teorii spiskowych, także tych, które po śmierci posła Łukasza Litewki w wypadku drogowym podważały jego okoliczności, Pomerantsev wskazuje dwa poziomy. Pierwszy, poznawczy, daje proste odpowiedzi na złożoność świata. Drugi daje poczucie przynależności do grupy, którą łączy bycie „przeciw”. — Bycie ofiarą dostarcza satysfakcji, przyjemności z usprawiedliwiania porażek: przegraliśmy, bo istniał spisek — mówi.
O wojnie hybrydowej, jak przypomina, przez lata mówiły Polska i państwa bałtyckie, a reszta to bagatelizowała. — Popełniamy te same błędy z roku na rok. Wystarczy, że Rosjanie wyślą drona nad lotnisko w Kopenhadze czy Monachium, że kilka dronów spadnie w Polsce, i już dostajemy załamania nerwowego — ocenia.