„Kocham Marcina Prokopa”. Najpierw plotkowano o ich romansie, a teraz… Tak dementuje doniesienia

Wieść o rozstaniu Marcina Prokopa z Marią Prażuch-Prokop błyskawicznie wywołała ogromne zainteresowanie wśród internautów. Mimo że była to prywatna sprawa, sieć zaroiła się od domysłów i prób odnalezienia „drugiego dna” całej sytuacji. Niespodziewanie w centrum plotek znalazła się wokalistka Mery Spolsky. Pomimo wielokrotnych zaprzeczeń, temat rzekomego romansu wciąż powraca, zwłaszcza po ostatnim, szczerym wyznaniu artystki w rozmowie z Pomponikiem.

Rozstanie Marcina Prokopa i Marii Prażuch-Prokop rozpętało falę spekulacji

Gdy tylko światło dzienne ujrzała informacja o rozstaniu Prokopa i Prażuch-Prokop, internauci zaczęli intensywnie przyglądać się życiu publicznemu dziennikarza. W ich analizach pojawiła się także Mery Spolsky, a to za sprawą fragmentu jej utworu „Polskie chłopaki”. Niektórzy użytkownicy sieci potraktowali jego tekst jako „poszlakę” sugerującą romans między wokalistką a prezenterem. Chociaż wielu zdawało sobie sprawę, że słowa piosenki mają raczej żartobliwy i artystyczny charakter, to i tak powstały własne wersje wydarzeń, które szybko podchwyciły media plotkarskie.

Sama Mery była zaskoczona tak ogromnym rozgłosem całej historii, szczególnie biorąc pod uwagę, że utwór powstał już trzy lata temu i zawierał odniesienia także do wielu innych osób z branży rozrywkowej.

obrazek

Jak wszystko się zaczęło? – jedna piosenka i lawina plotek

Na całą aferę z dystansem i humorem zareagował również Marcin Prokop. Opublikował w sieci zdjęcie z podbitym okiem, dodając ironiczny komentarz, który błyskawicznie zaczął krążyć w mediach społecznościowych:

„(…) PS: A oko? No cóż. @mariaprokop_yoga wróciła do Polski i usłyszała od Grażyny w zieleniaku o @meryspolsky”.

Dziennikarz w ten sposób dał do zrozumienia, że nie traktuje internetowych plotek na poważnie. Mimo jego żartobliwego podejścia, temat ciągle wraca do obiegu i nie traci na popularności.

Ironiczna reakcja Marcina Prokopa

Pomimo upływu czasu i kolejnych dementi, rzekomy romans wciąż elektryzuje internautów. Wokalistka postanowiła więc na kanapie programu „Dzień dobry TVN” rozwiać wszelkie wątpliwości. Wprost oświadczyła, że nie ma nic wspólnego z Prokopem w takim kontekście, a związana jest z operatorem Mateuszem Golisem, z którym współpracuje przy teledyskach i sesjach zdjęciowych.

„Słuchajcie, ja tutaj na tej kanapie przyszłam zdementować wszelkie plotki o moim romansie z Marcinem Prokopem. Ponieważ jestem z Mateuszem Golisem, który jest operatorem, z którym robimy razem klipy, sesje zdjęciowe.”

Mimo jasnego stanowiska, ciekawość publiczności nie malała, dlatego temat powrócił podczas wywiadu z Pomponikiem. Mery wyraziła tam zdziwienie, jak szybko ludzie uwierzyli w nieprawdziwe informacje, komentując:

„Sama jestem zdziwiona i rozmawialiśmy sobie w DM-ach na Instagramie z Marcinem, ‹what the f*ck›, skąd oni w ogóle to wytrzasnęli? Jedyna poszlaka, jaka przyłazi mi do mojej głowy, to żartobliwy tekst w mojej piosence Polskie Chłopaki. Natomiast ta piosenka wyszła trzy lata temu, więc jest to dla mnie dziwne, że została odgrzebana. Ale tam wymieniam wiele osób z branży rozrywkowej, więc czemu akurat Marcin? Nie wiem.”

Wygląda na to, że wokalistka naprawdę nie rozumie, dlaczego tylko jej imię zostało powiązane z prowadzącym „Dzień dobry TVN”. Jednak jedno jest pewne – historia ta rozrosła się do ogromnych rozmiarów i każde jej publiczne pojawienie się dodatkowo budzi zainteresowanie.

Mery Spolsky zdecydowanie odpiera oskarżenia

Największe emocje wzbudziło natomiast szczere wyznanie Mery Spolsky w rozmowie z Pomponikiem, gdy artystka zapytana została o relację z Marcinem Prokopem. Wokalistka mówiła z wyraźną sympatią i nawet podkreśliła, jak wiele nauczyła się od dziennikarza podczas wspólnego prowadzenia Fryderyków:

„Kocham Marcina Prokopa, uważam, że jest świetnym prowadzącym, błyskotliwym i nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz w życiu prowadziłam Fryderyki w telewizji u boku Marcina i on mnie bardzo wiele nauczył. Dziękuję, Marcin.”

Słowa te szybko zyskały własne życie w mediach, a niektórzy internauci zaczęli doszukiwać się w nich ukrytego sensu. Na potencjalne różne interpretacje zwrócił uwagę również reporter Pomponika. Artystka postanowiła więc wyjaśnić:

„Tak jak się mówi po angielsku: ‹Oh my god, I love it!›. Mam do niego po prostu dużą sympatię. Tak, Marcin jest super. I ma fajnego psa.”

W ten sposób Mery wyraźnie zaznaczyła, że jej słowa to wyłącznie wyraz sympatii i profesjonalnego uznania. Ceni Prokopa za doświadczenie, świetne poczucie humoru oraz wsparcie, jakie otrzymała od niego podczas wspólnej pracy. Jednak, jak często bywa w show-biznesie, jedno zdanie wystarczyło, by temat znów wrócił do głównego nurtu plotek.

Mery Spolsky

„Kocham Marcina Prokopa” – słowa, które rozpaliły internet