Dzwon z carskim orłem w cerkwi. Łemkowie mówią „dość”

Dzwon. Zwykły, kościelny dzwon. A jednak wywołał awanturę, o jakiej w Gładyszowie pewnie długo nie zapomną.

27 maja 2026 roku, podczas uroczystości w cerkwi w tej małej miejscowości w powiecie gorlickim, przedstawiciele Związku Kozaków w Polsce przekazali wiernym dzwon. Brzmi niewinnie? No właśnie. Tyle że na dzwonie znalazła się symbolika imperialnej Rosji. I tu zaczyna się problem.

Skąd ten gniew?

Bo przecież nie chodzi o sam metal czy ozdoby. Chodzi o to, co ten dzwon ze sobą niesie. Zjednoczenie Łemków zareagowało natychmiast i bez owijania w bawełnę.

Łemkowszczyzna nie jest miejscem dla propagowania symboliki państwa, które przez stulecia było zaborcą, okupantem i narzędziem wynaradawiania narodów tej części Europy. Rosyjskie imperium przynosiło na nasze ziemie cierpienie, represje i podziały.

Trzeba przyznać — mocne słowa. Ale czy ktoś, kto zna historię tych terenów, może się dziwić?

Łemkowie to grupa, która na własnej skórze przerobiła, czym jest imperialna polityka. Wysiedlenia, rozbicie wspólnot, walka o zachowanie własnej tożsamości. I nagle ktoś przynosi im do cerkwi dzwon z carskimi ozdobami. No cóż, można to odebrać tylko w jeden sposób.

„Nie ma naszej zgody”

Zarząd Główny Zjednoczenia Łemków poszedł krok dalej. Wprost odciął się od bycia tłem dla prorosyjskich gestów.

My, Łemkowie, mówimy dziś wyraźnie: nie ma naszej zgody na prorosyjskie manifestacje na Łemkowszczyźnie. Nie ma zgody na gloryfikowanie symboli państwa prowadzącego brutalną wojnę i próbującego podporządkować sobie inne narody. Łemkowie stoją po stronie godności, wolności i prawa narodów do życia bez przemocy i imperialnej dominacji.

Przekaz jasny jak słońce. Społeczność nie chce być wykorzystywana jako narzędzie do promowania myślenia rzecz w stylu „wielka Rosja”. Zwłaszcza teraz, gdy wojna za naszą wschodnią granicą wciąż trwa.

Ciekawa sprawa — gest, który miał być pewnie darem i znakiem dobrej woli, zamienił się w ostry konflikt o symbole. A symbole, jak widać, potrafią ranić mocniej niż słowa.

I może o to właśnie chodzi. Bo gdy mowa o pamięci całych pokoleń, nie ma miejsca na „to tylko ozdoba”. Łemkowie pokazali, że granicę rysują wyraźnie.